Coraz częściej przychodzi świadomość jak nieuniknione
jest życie w mieście. Każda myśl o tym wywołuje jakiś
paniczny strach..
I może to nie wina samego miasta, które co rusz się rozwija,
a tego chaosu.
Niedługo nie usłyszę już w nocy śpiewu sowy, nie będę
w stanie dojrzeć konstelacji i nie poczuje więcej tego
błogiego spokoju. W zamian dręczyć mnie będzie całodobowy
ruch aut i różne odgłosy przechodzących ludzi.
Jedyne czego może nie mogę się doczekać to odwiedzenia księgarni
i gorzkiego smaku gorącej czekolady.