Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulamki rzeczywistosci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulamki rzeczywistosci. Pokaż wszystkie posty

9 stycznia 2017

Dzień dobry, dziękuję, przepraszam i do widzenia

Moi drodzy,

pewne pępowiny trzeba ucinać i to nie dlatego, że są złe, niedołężne, szkodzące. Po prostu w życiu wszystko się kończy (i żeby nie było - zaczyna).

To był magiczny czas - 7 lat ciekawych wydarzeń. Cholernie smutnych, radosnych, kontemplacyjnych. Patrząc na odwiedziny, wiem i mam świadomość, że ktoś mnie czytał.
Bardzo dziękuję wszystkim odwiedzającym za tę podróż w nieznane.

Co teraz? Zaczyna się nowy rozdział, pisany od nowej linijki i nie mam najmniejszego pojęcia co z tego wyniknie :) Jestem jednak pewna jednego - to będzie znów magiczny czas, gdzie ponownie wydarzy się coś ciekawego, z pewnością będą to wydarzenia cholernie smutne, radosne i
kontemplacyjne  ;)


Trzymajcie się!
K.

1 listopada 2016


Wspaniały projekt Krzyśka, wzorowany na happeningu Mariny Abramovic

"Próbowaliśmy stworzyć, odegrać metaforę związku odnosząc się do sztuki tworzenia mandali.Na naszych nogach, ramionach, piersiach opiera się konstrukcja, której kolejne elementy misternie dokłada Blue."

Video jest zapisem performance’u, który miał miejsce 8.10.2016 w Krakowie w ramach Contemporary Art Festival, a performerem był: Blue Un Sok Kim.

Miłość miłość, Krzysztof Zalewski

23 września 2015

Po długiej przerwie wracam z ciekawym albumem pt. "Indie Chill", dla miłośników indie, ale w zupełnie innym wydaniu. Płyta do kupienia przez iTunes.



Indie Chill, różni wykonawcy. 

30 listopada 2014

"Zacznijmy od nowego, ale już teraz gigantycznego tematu: języka w sieci. I od uporu mojego komputera, który, kiedy piszę "internet", konsekwentnie poprawia mi małą literę na wielką.
Bralczyk: No i ma trochę racji, to nazwa własna. Ja konsekwentnie pisałem Internet wielką literą i zostało mi to do tej pory. Uważam jednak, że po jakimś czasie ten cały Internet się pospolituje.
Miodek: Ustalenie ortograficzne jest proste: jeśli mowa o międzynarodowej sieci, to duża litera - Internet, a to, co mamy w domu, mała - internet.
Bralczyk: ale wydaje mi się, że mała litera ostatecznie zwycięża, tak jak to często bywało z nazwami własnymi.
Markowski: jak z walkmanem, aspiryną...
Bralczyk: i różnymi adidasami.
Markowski: Już dziś "poszukaj w internecie" napisałbym małą literą.
Bralczyk: więc szukałbyś "w" internecie? Czasami pytają mnie ludzie czy w internecie, czy na internecie.
Miodek: W! Ja szukam - w!
Bralczyk: No bo sieć to sieć- w sieci się szuka,a nie na sieci."
Tak oto zaczynają się dywagacje Jerzego Bralczyka, Andrzeja Markowskiego, Jana Miodka w rozmowie z Jerzym Sosnowskim.

Książka pt. " Wszystko zależy od przyimka", daje do myślenia, bawi i podpowiada "jak mówić po ludzku i po polsku w epoce internetu, sms-ów, głupich reklam i bełkotliwych mediów." 
Czy muzycy z The Beatles to bitelsi czy bitlesi? Dlaczego "wykonuję, a nie "wykonywuję"? Do czego zobowiązuje nas etykieta, a do czego netykieta? Co zrobić kiedy minister jest ministrą? Dlaczego my Polacy, "imprezujemy", ale nie "sportujemy"? Czy polski przetrwa angielską inwazję?


Profesor Jan Miodek - czasami pojawiający się w moich okolicach - stąd mój sentyment. Twierdzi, że psychologicznie byłoby to nie do zniesienia, gdybyśmy nie mogli czasem powiedzieć "Weź se to i daj mi spokój!".






Profesor Andrzej Markowski - autor "Nowego słownika poprawnej polszczyzny PWN", który  nazywa wulgaryzmy błędami kulturowymi, a nie błędami językowymi.






Profesor Jan Bralczyk - prawie że dziennikarz, który z pamięci wygłasza olbrzymie fragmenty "Pana Tadeusza" i na domiar tego jest wiceprzewodniczącym Rady Języka Polskiego. Per "Bralczyk" twierdzi, że język ma gorączkę i ze wszystkim przesadzamy, bo nie można już się czymś zainteresować, nie można mieć zainteresowań, tylko pasję trzeba mieć.



"Wszystko zależy od przyimka" to podstawowa lektura - dla każdego.



Źródła zdjęć:


http://bi.gazeta.pl/im/3/10882/z10882063Q.jpg

20 sierpnia 2014








Na czym polega fenomen książki E. L. James pt. "Pięćdziesiąt twarzy Greya"?  
Takie pytanie postawiłam sobie jakiś czas temu. 

Temat BDSM (ang. bondage & discipline, sadism & masochism) nie jest mi obcy, i nurtuje mnie od dobrych 8-9 lat. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, kobieta wyzwolona praktycznie nie istniała. Wówczas związek (jak dla mnie) przedstawiał świat dominacji i uległości, oczywiście nie w seksualnym aspekcie. 

Dzisiaj mówimy o szeregu dewiacji, szczególnie na tle seksualnym. Trzeba jednak uświadomić, że w praktykach BDSM różne formy seksu nie są najistotniejszymi elementami zabawy. 
Osoba dominująca (czyt. "Dom", "Master", "Domina", "Pan", "Pani" oraz "Uległy", "Sub", "Slave", "Bottom", "Pies" i Switch - osoby które odgrywają uległych jak i dominujących) ustalają reguły gry. Zazwyczaj oby dwie strony czerpią przyjemność poprzez zadawanie/odczuwanie bólu, upokorzenia. Z racji różnego nasilenia bólu, oraz w trosce o bezpieczeństwo, strona ustala tzw. słowo bezpieczeństwa (często: czerwony, stop).

Z reguły strony mają wielką samoświadomość fizyczną, anatomiczną i przede wszystkim psychologiczną. Wiedza ma tutaj wielkie znaczenie - przede wszystkim daje poczucie bezpieczeństwa. Bardzo łatwo uszkodzić ciało Uległego/Uległej. 

Z BDSM wiążą się dyscypliny, czyli określone upodobania. Bondage, czyli skrępowanie to nic innego jak ograniczanie czyjejś swobody - w poruszaniu się. Ściśle wiąże się z tym niewolnictwo. Kajdanki, spreader bar, krzyż św. Andrzeja - są to urządzenia , które służą do wiązania uległego/uległej. Zazwyczaj niewolnictwo kończy się aktem seksualnym. BDSM wiąże się również z dyscypliną, która tu bazuje na systemie kar i zasad. Złamanie zasady uaktualnia karę, może być to ból fizyczny - (np. chłostanie,wiązanie jąder)  upokorzenie publiczne (np. biczowanie) czy bondage.

Tak więc koziołek i chłostanie, zawiązywanie oczu opaskami, stsowanie masek, bicze, stosowanie kulek analnych, i wiele innych gadżetów to świat BDSM.

Z BDSM wiąże się czasami wielkie ryzyko śmierci lub trwałego uszczerbku na zdrowiu. Inne praktyki, ryzykowne to: podduszanie, nacinanie skóry, przypalanie żelazkiem, oblewanie gorącym woskiem, gaszenie na ciele papierosów itp.

Pomyśleć by można, że pewnie niewielki odsetek ludzi stosuje praktyki BDSM. Nic więc mylnego. Badania Durexu piszą, że co siódmy Polak lub Polka lubi czasem zostać związany/a albo związać partnera, a ok. 4 % uprawia BDSM bądź wprowadza jego elementy w swoje życie seksualne. 

Fenomen książki E. L. James, polega na pokazaniu dosłownie skrawka świata BDSM, który staje się wersją "light". "Pięćdziesiąt twarzy Greya" nie jest wcale o praktykach BDSM, a o miłości, po prostu.


Źródła zdjęć:







27 lipca 2014

Otchłań.
między kruchymi ustami a palcami
gdzieś w połowie drogi,
wymyka się spod kontroli.

Niebo.
oddaje kilka tchnień,
jakby okazywać się miało,
czymś gorszącym,
bliżej próżni..

20 kwietnia 2014

[ciemność..]

kartki zapełnione wyrazami, krótkimi frazami.
one krzyczą, osłaniają się z bólu.

[przerażenie..]

słowa uciskają, wyrazy kłują,
jak igły, wdzierają się w samo sedno.

gdzieś między trwogą a bezpieczeństwem,

nie znają umiaru.

9 listopada 2013

Po długiej przerwie, powracam z ciekawym pismem, które pojawiło się na rynku.

"Piękno&pasje" - Natura.Smaki.Inspiracje, Polskiego Wydawnictwa Rolniczego, to pismo o różnorodnej tematyce. Miesięcznik skupia się na ogrodnictwie, kuchni, architekturze oraz innych pasjach ludzi.
Pierwszy numer skłonił mnie do zakupu, oczywiście dzięki tematyce pszczelarskiej.

Piękne zdjęcia, duży format, ciekawe tematy.
Więcej tu: http://www.pieknoipasje.pl

23 sierpnia 2013

Dobrze pojęta niezależność

"Nonkonformizm to zadanie. Niektórym łatwiej mu sprostać, a innym trudniej, co nie znaczy, że nie muszą się starać - mówi dr Andrzej Wiśniewski. Skąd czerpać zaufanie do siebie i swoich poglądów?"

Bycie nonkonformistą większości kojarzy się z dziwactwem, tymczasem ten styl życia nie ma z tym nic wspólnego. Nonkonformizm to postawa, mówiąca o tym, że człowiek ma odwagę mówić o swoich poglądach, potrafi się bronić, dzięki zaufaniu do swoich uczuć i przekonań.

Osoby nazywające siebie nonkonformistami są pewne siebie, ich poziom wartości jest wysoki, podobnie jest z poziomem ich świadomości. Cechy te mają wiele wspólnego ze specyficznym sposobem wychowania, można domniemać, że osoby te akceptowały otoczenie już w dzieciństwie.

Nie są to z pewnością osoby, które należałoby ocenić jako "burzycieli ładu społecznego". Osoby te doskonale zdają sobie sprawę z tego kim są i jacy są wobec innych.

Nonkonformizm = wolność, niezależność, akceptacja i smak bycia sobą.
Polecam cały artykuł.

Dobrze pojęta niezależność/Andrzej Wiśniewski i Joanna Olekszyk/Sens/Wrzesień 2013.

28 lipca 2013

Nie podchodź bliżej,
nie zostawiaj wymyślnych znaków.
Szeptanie nie zastąpi dobitnych słów.

Cienie wiszą, po każdej ze stron.
Powiew przerażenia unosi się w powietrzu.
Paniczny krzyk spotęguje jedynie strach.

Oddaj jej fragment siebie,
ten najmniejszy akapit z życia.
Ona nie szepta, nie lęka się ceni.

23 lipca 2013













Ekościema czyli mity zdrowej żywności.

Najnowsza Polityka zaserwowała nam ciekawy artykuł, w którym mowa o produktach "bio" - tak uwielbianych przez Niemców i coraz częściej przez Polaków.
 
"Żywność ekologiczna jest dużo droższa, ale dzięki niej ani nie chronimy zdrowia,ani środowiska. Dopłacamy do ekorolnictwa, którego zwolennicy pod pewnymi względami przypominają sektę."

 Pomijając dane statystyczne, które oczywiście są na korzyść ekorolnictwa, zasta
 
nówmy się nad produkcją. Eko/Bio w rozumieniu konsumentów, to żywność niezawierająca chemii - pestycydów. Samo to pojęcie "bio/eko" kojarzy nam się z czymś zdrowym,pełnym mikroelementów i witamin. Innym skojarzeniem jest oczywiście dbałość o środowisko naturalne, bo jak inaczej może nam się kojarzyć ekorolnictwo? Do tego wszystkiego dochodzą media, i organizacje - kucharze, celebryci, "zieloni" - wszystkim zależy na bioproduktach. Skutkiem tego jest nasze zainteresowanie tym tematem i dosłowne "nabieranie się" na tego typu przekonania.
Wypadałoby jednak posłuchać specjalistów - toksykologii, żywienia, chemii, rolnictwa czy ekologii.

Na początku artykułu mowa jest o początkach ekorolnictwa, później robi się już tylko ciekawiej..
Główną zasadą rolnictwa ekologicznego jest oczywisty dla nas fakt - chemia stworzona przez człowieka (nawozy sztuczne, środki ochrony roślin) są złe i szkodliwe, ekorolnicy stosują więc środki naturalne i tradycyjne (np. siarka).
 
Jednak z punktu naukowego, takiego podziału nie ma, ponieważ substancją szkodliwą, można nazwać tą która ma nieodpowiednie właściwości czy dawkę. Nie ma znaczenia czy dana substancja będzie naturalnego bądź sztucznego pochodzenia.

Czepiając się szczegółów, żywność ekologiczna nie jest wolna od chemii - wszystko co jemy składa się ze związków, pierwiastków chemicznych. Dla przykładu, jabłko zawiera wodę, oleje roślinne, cukry, skrobię, karoten, tokoferol (E306), ryboflawinę (E101), nikotynamid, kwas pantotenowy, biotynę, kwas foliowy, kwas askorbinowy(E300), kwas palmitynowy, kwas stearynowy (E570), kwas oleinowy, kwas linolowy, kwas hydroksybursztynowy (E296), kwas etanodiowy, kwas salicylowy, puryny, sód, potas, mangan, żelazo, miedź cynk, fosfor, chlorki,barwniki i przeciwutleniacze.

Czy ekolorolnictwo powinno nam się kojarzyć z brakiem pestycydów? Nie, ponieważ w krajach dopuszcza się używanie ekologicznych pestycydów - czyli takich, które powstają drogą naturalną. Nie oznacza to jednak że takie środki są lepsze, czy też posiadają mniejszą toksyczność. Od razu przychodzi na myśl  retonol, którego można uzyskać z roślin tropikalnych i który był wykorzystywany w ekorolnictwie. Z czasem został on wycofany, ponieważ okazało się, że spożywanie żywności na retonolu, powodowało  chorobę Parkinsona. Po wielu badaniach, okazało się, że ekopestycydy, oparte na miedzi, są kilkakrotnie bardziej toksyczne dla ludzi i środowiska naturalnego aniżeli jego synetyczny odpowiednik.

Autor artykułu rozpisuje się również o chemofobii, głównie mając na myśli strach przed pestycydami. Mało kto jednak wie, że 99 % pestycydów, spożywanych przez człowieka, ma naturalne pochodzenie. Pestycydy są związkiem naturalnym i istnieją w wielu roślinach, spożywanych przez nas. Przebadano wiele ich rodzajów, i okazało się, że połowa z nich jest rakotwórcza. Podkreśla to jedynie absurdalność kwestii związanych z negatywnym działaniem pestycydów.

Kolejną rzeczą jest wartość produktów bio - czy mają one więcej witamin? Wyniki uczonych zaskakują, ponieważ okazuje się, że żywność ekologiczna i konwencjonalna się nie różnią.

Cały artykuł daje do myślenia, gorąco polecam!

Ekościema czyli mity zdrowej żywności/M.Rotkiewicz/Polityka Nr 29 (2916).

26 maja 2013

Majowy Świat Nauki wydał świetny numer. Ciężko było mi zadecydować, o którym artykule dzisiaj napiszę.

Ostatnio wiele mówi się o bestsellerze Ebena Alexandra pt. "Dowód istnienia nieba:wyprawa neurochirurga na drugą stronę". Dla nieznających - owy neurochirurg opowiada o swoim doświadczeniu śmierci, doznając śpiączki wywołanej zapaleniem opon mózgowych.

Neurochirurg przekonuje, że istnieje "coś więcej" niż nauka i sceptycyzm. Opowiada między innymi o doświadczeniu wszechobecnej miłości,a jego obrazy przedstawiają drogę do nieba. Jako naukowiec podkreśla, że jego "kora mózgowa była całkowicie wyłączona".

Autor artykułu, Michael Shemer - sceptyk, miał okazję rozmawiać z neurochirurgiem i tu, podważa jego opinię. "Przed wejściem do studia zapytałem go - skoro jego mózg w istocie nie działał - to jak może cokolwiek z tego pamiętać, jeśli wziąć pod uwagę, ze pamięć polega na aktywności neuronów".
Inny naukowiec, Oliver Sacks - autor książki "Hallucinations" tłumaczy: "w przypadku doktora Alexandra najbardziej prawdopodobną hipotezą jest to, że jego doświadczenie śmierci zachodziło nie w stanie pełnego braku świadomości, lecz podczas wybudzania się, gdy jego kora mózgowa zaczynała już funkcjonować". Stąd te obrazy.

Dlaczego naukowiec jest przekonany o istnieniu nieba?
"Ludzie uciekają od wyjaśnień, a bierze się to stąd, że umysł wzdraga się przed próżnią poznawczą".

Wątpliwy dowód.Czy neurochirurg naprawdę był w niebie?/Świat Nauki/Maj 2013.

19 maja 2013

Pan Jaś.
Dzisiaj przyszedł czas na kolejną historię. Tym razem o człowieku, który chodzi swoimi ścieżkami.

Pan Jan mieszkał w Niemczech, choć z pochodzenia był oczywiście Polakiem. Z początku nie miał pomysłu na swoje życie, choć był otwarty na wszystkie dziedziny. Za sprawą szczęśliwego losu, miał okazję douczać się jako protetyk. Okazało się, że radzi sobie w tym temacie. W efekcie został dentystą. Nie mógł lepiej trafić - zarobił sporo, ustawił się na całe życie.

Żyło mu się dobrze, w zasadzie luksusowo, przyszedł czas renty - Pan Jan chciał czegoś więcej od życia. Przyjechał do Polski, mając niemiecką rentę i sporo oszczędności. Rozpoczął budowę, a raczej renowację niemieckiej kamienicy. W między czasie szkoląc się w innych dziedzinach: mediach, modzie, czy językach. Sporo podróżował, a to przekładało się na kolejne doświadczenia.
Miał pojęcie co dzieje się w Mediolanie, Meksyku czy Indiach.

Patrząc na niego kilka dni temu, słuchając jego opowieści, odniosłam wrażenie, że Pan Jan, człowiek aktywny, otwarty, doświadczony i dowcipny - jest człowiekiem spełnionym, człowiekiem z pasjami, człowiekiem szczęśliwym.
"Aby osiągnąć sukces, trzeba być otwartym na ludzi, na pracę w różnych miejscach. Czasami noszenie kawy szefowi popłaca".

9 maja 2013


Majówka była "przednia", i to właśnie dzięki "Sztuczkom".
Polskie filmy często kojarzą się holocaustem, bo polskie kino to poważne kino.
A może nie tędy droga, może brakuje filmów o tym co tu i teraz, banałach.

Świetna muzyka, do tego tereny, które przypominają wręcz jakąś włoską dzicz i tematyka - tak polska, tak zabawna i poruszająca. Film na każdy dzień.

tytuł: Sztuczki
reżyseria: Andrzej Jakimowski
scenariusz: Andrzej Jakimowski

17 kwietnia 2013

Ucz się od mężczyzny.

Taki oto tytuł zawitał w kwietniowym numerze Shape. To, co zostanie tutaj zamieszczone, należy brać oczywiście z dużą dawką dystansu, poza tym ten artykuł spowodował mały banan na mojej twarzy. Otóż..

Joseph Conrad powiedział "Bycie kobietą to strasznie trudne zajęcie, bo polega głównie na zadawaniu się z mężczyznami".

Pierwszą rzeczą, która różni nas-kobiet od mężczyzn to tzw. wiara we własną atrakcyjność. Z badań przeprowadzonych w 2005 r. wynika, że jedynie 6 % kobiet ocenia siebie jako bardzo atrakcyjne i seksowne, a 50 % pań jest z siebie zadowolonych, a 18% uważa, że powinno poprawić swój wygląd.
Co innego mężczyźni, otóż z badań wynika, że 85 % mężczyzn nie dostrzega w sobie większych wad. "Co widać z resztą doskonale na polskich ulicach: szpetni, ale dumni  i w 100% przekonani o własnym uroku, przechadzają się, zadzierając wysoko nosy.Trudno się dziwić. Od małego chwaleni przez kobiety, które ich otaczają, nie mają zbyt wielu powodów, by nie wierzyć w swoją atrakcyjność".

Kolejną rzeczą, która różni kobietę od mężczyzny, to uproszczona komunikacja. "Kobiety brną przez swoją wypowiedź w najbardziej absurdalny i skomplikowany sposób, by w końcu.. nie dotrzeć do sedna problemu, tylko zagubić się w tym, co chciały powiedzieć. A mężczyzna zwykle nie rozumie z tego nic. Przykład: przychodząc z pracy, kobieta mówi "jaka ja jestem zmęczona", zamiast "proszę, wynieś śmieci" - bo przecież o to właśnie kobiecie chodzi".
Inną istotną rzeczą, różniącą jest asertywność. "Wyobraź sobie sytuację, w pomieszczeniu znajduje się 10 osób,  wśród nich 2 mężczyzn i reszta kobiet - jak myślisz, kto pierwszy będzie skory do wyrażania własnych poglądów? Panie, będą wolały najpierw rozejrzeć się w sytuacji, wybadać ewentualne koalicje, zobaczyć komu mogą zrobić przykrość nieopatrznym wyrażeniem swojego zdania i może ewentualnie coś powiedzą. Natomiast mężczyźni mówią odważnie "jestem wart milion dolarów", kobieta szepcze: "ostatnio tak dużo pracowałam", w nadziei, ze szef domyśli się, że chodzi jej o podwyżkę".

Kolejna rzecz - czas wolny? Zawsze! "Mężczyznę coś pasjonuje, ciekawi, albo po prostu daje mu radość, zawsze- w nawet najbardziej zabieganym dniu - znajdzie na to czas. Nie przeszkodzi mu w tym siedzenie po godzinach w pracy (bo wychodzi wcześniej), małe dziecko (bo siedzi z nim jego partnerka), ważna sprawa do załatwienia (przecież można zrobić to jutro)."
A teraz całkiem biologiczna rzecz - koncentrowanie się na jednej rzeczy. Niestety, "mózg kobiety, nawet kiedy śpi - czuwa, mózg mężczyzny - przeciwnie, odpoczywa na 100%." Mózg kobiet jest wielofunkcyjny i ma tę zdolność, że pozwala nam-kobietom zajmować się kilkoma rzeczami na raz.

A teraz rzecz fizjologiczna - spontaniczność w seksie. Otóż jedynie 17 % kobiet wychodzi z własną inicjatywą i zachęca do seksu partnera. Pozostałe wolą mu się poddać niż przejąć inicjatywę. "Dość powiedzieć, że na sześć najbardziej popularnych seksualnych pozycji, tylko jedna - "na jeźdźca" wymaga aktywności od kobiety. Według prof. Z. Lwa-Starowicza, wciąż kobiety podlegają stereotypowi kultu Matki-Polki."

Polecam cały artykuł!

Ucz się od mężczyzny/K. Romanowska/Shape/Kwiecień 2013.

4 kwietnia 2013

Rozkruszasz się, jak kostka lodu,
zatapiasz się, toniesz na powierzchni
swojej nienawiści.

Oddajesz ostatni, łapczywy dech,
to ostatni ratunek, czas na decyzję
o tym czy "być".

Przebijający się chłód przeraża,
pomija to co istotne, to co prawdziwe,
tylko samoświadomość może cię uratować.

23 marca 2013

Na wieczór trochę poezji w wykonaniu Mogwai'a.

"nie wiem ile razy o tobie zapomniałem


gdy wracam z podróży po krańcach wszechświata dzwonię do ciebie
z telefonicznych budek i na chwilę przed odzyskaniem świadomości opowiadam
o zapachu starych rosyjskich aparatów i lornetek próbując wytłumaczyć ci
jak pachnie kosmos. chcę ci powiedzieć że noc ma piegi z których można
ułożyć mapę byłej jugosławii albo uczyć się liczenia do nieskończoności

z podróży po krańcach wszechświata przywożę w garści śnieg - myśl
której nie potrafię nazwać bo gdy chcę ją zapisać ona znika i nie wiem
czy to brak słów czy coś więcej



śniłaś mi się tej nocy i kochałem cię
jeszcze chwilę po przebudzeniu"



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


"batman i świat który ocalał


noc jak zwykle gdy pogrążony w myślach batman spędza
ze sobą wieczność: który to już raz wydaje mi się że jestem
niczyj jak te pustostany pełne powietrza i która to już noc
gdy odtwarzam cię z ledwie istniejących fragmentów

bo ja kradnę po kawałku wynoszę cię w płucach jak złodziej
zapamiętuję momenty - twój ruch odgarnia powietrze w którym
na chwilę zostaje ślad puste nalewa się w przestrzeń i nawet
owady w ostrożnym szwungu obserwują te ciche harmonie

światło jak hebanowe słoje - zdaje się że starcza go tylko
dla rzeczy o łagodnych krawędziach batman wycięty z nocy
przekracza granice zawiązuje krzyżówki przywołuje znaczenia
odtwarza obraz kobiety w oczach której zamieszkały ćmy:

gdy jesteś naga z twojego ciała znikają piegi by pojawić się nagle
w teleskopach młodych astronomów odnajdujących nieznane gwiazdy
pewnie jestem jednym z nich gdy szepczę by nie budzić wątpliwości
i patrzę jak zasypiasz na chwilę przed końcem świata"



Więcej? Zajrzyjcie tu: http://mogwai.digart.pl

15 marca 2013

Na wiosenne wieczory chciałabym polecić dwa filmy, pozornie podobne tematyką.
Jeden typowy melodramat - ma poruszyć nawet męskie serce, drugi okazuje się dramatem z dużą dawką komedii.  Jeden - dość dosadnie pokazuje zmagania bohaterów z depresją, drugi - podkreśla problem inwalidztwa.

Dwa zupełnie różne filmy o miłości i nie tylko. Nie należy spodziewać się tzw. "wyciskaczów" łez.




Tytuł: "Rust and Bone" (2012) 
reżyseria: Jacques Audiard
scenariusz: Jacques Audiard, Thomas Bidegain

Tytuł: "Silver Linings Playbook" (2012)
reżyseria: David O. Russell
scenariusz: David O. Russell

11 marca 2013

Na dzisiejszy wieczór dość poważny temat.

Temat, który do niedawna był czymś oczywistym dla laików, zaś zagadką dla naukowców. Mowa o przeciwutleniaczach, a raczej ich micie. Od wielu lat istniało zarówno w medycynie jak i biologii przekonanie, że "procesy utleniania leżą u podłoża starzenia, a witaminy pozwalają zachować młodość".
Nowo ukazany artykuł w Świecie Nauki kompletnie temu zaprzecza, mało tego - podważa tę teorię, posiadając najnowsze wyniki badań.

Praktycznie każdy z nas słyszał pojęcie "rodników" - cząstek reaktywnych. Naukowcy od wielu lat zakładali, że to one przyczyniają się do starzenia komórek - ich uszkadzania, czego skutkiem jest upośledzenie funkcjonowania organizmu.

Najnowsze eksperymenty wykazują, że podwyższony poziom rodników wcale nie wpływa niekorzystnie na organizm - w zasadzie koreluje on z dłuższym okresem życia.

Jeśli naukowcy się nie mylą, spożywanie wszelkiego rodzaju antyoksydantów nie czyni niczego dobrego, a wręcz przeciwnie - wpływa niekorzystnie na ogólnie zdrowe osoby.

A teraz konkrety - "badania epidemiologiczne wykazują, że ludzie, którzy jedzą dużo owoców i warzyw bogatych w witaminy  i inne antyoksydanty, żują dłużej i są w mniejszym stopniu narażeni na nowotworzenie w porównaniu do osób, które ich nie jedzą." Wniosek był więc jeden - suplementacja diety nie może szkodzić. Jednak rygorystyczne zaplanowane badania nie potwierdziły tego założenia, ba..wykazały, że "osoby przyjmujące określone suplementy są wręcz bardziej narażone na rozwój chorób zagrażających życiu, takich jak rak płuc czy choroby serca."

Pozostaje jednak nadal pytanie, jaka jest rola rodników, skoro nie wywoływałyby starzenia organizmu? Według jednego z naukowców - rodniki mogą stanowić "element mechanizmu obronnego."
Wniosek? Być może "istnieją różne rodzaje rodników w różnych stężeniach i częściach komórki, mogą więc one odgrywać różne role,  w zależności od okoliczności"? Może rola przeciwutleniaczy nie jest tylko i wyłącznie pozytywna? Może wypadałoby zachować zdrowy umiar i nie spożywać suplementów?

Mit przeciwutleniacz
y/M.W.Moyer/ Świat Nauki/ Marzec 2013.