"Gdy sięgała do gwoździ na ścianie po tę lampę,
wybiegałem z domu, biegłem na brzeg Rutki i tam czekałem,
aż stanie się w naszym oknie ten cud światła z ręki matki.
Pierwsze światło w całej wsi na naszym oknie,
wydawało się jakby pierwsze na świecie. Pierwsze światło,
powiem panu, jest zupełnie inne, niż kiedy się już świeci i tu,
i tam, i we wszystkich oknach, we wszystkich domach.
Blask jego jest inny i nie ma znaczenia,
czy pochodzi z naftowej lampy, czy żarówki.
Mdłe, jak to z naftowej lampy, a ma się wrażenie,
że nie tylko świeci. Żyje. Bo, według mnie, są światła żyjące
i światła umarłe. Takie, co tylko świecą, i takie, co pamiętają.
Co odpychają i zapraszają. Co patrzą i nie poznają.
Co wszystko im jedno, komu świecą, i takie, które wiedzą komu.
Co niechby świeciły najjaśniej, a ślepe są. I takie,
co ledwo się tlą, a wiedzą aż po koniec życia.
Przebijają się przez każdy mrok. Najciemniejsza ciemność
podda im się. Nie ma dla nich granic, czasu przestrzeni.
Są w stanie przywołać najdawniejszą pamięć, choćby roztrwonioną
czy nawet gdy człowiek został z niej wydziedziczony.
Nie wiem, czy się pan ze mną z godzi, według mnie
pamięć jest takim lecącym do nas światłem dawno zgasłej gwiazdy.
Czy niechby tylko naftowej lamy. Tyle że nie zawsze jest w stanie
do nas dolecieć za naszego życia. Zależy, z jakiej odległości
do nas leci i w jakiej odległości my od niej jesteśmy.
Bo to nie są równe odległości. A w ogóle może wszystko jest pamięcią.
Cały nasz świat, odkąd jest. I także my tu obaj, te psy.
Czyją? Tego nie wiem."
Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli
Mroźnym szeptem rzuca słowa na wiatr, liście lecą z drzew.. Pierwszy przymrozek, a czas nagli, ucieka.
21 lutego 2010
20 lutego 2010
Niesamowite miejsce można było odkryć,
dzisiejszego dnia.
Wypełnione nowymi perspektywami,
punktami widzenia.
Nadchodzi wiosna, któraś z kolei.
Każda zapowiada nowy etap,
inne przemyślenia i inne ruchy na kratkowanej tafli.
Pionkami stały się pewne utrudnienia,
przeszkody, które są kolejno eliminowane.
Tyle ostatnio strategii, nowych wniosków,
tak, jakby życie nabierało innych walorów,
kompletnie niezauważalnych w przeszłych latach.
dzisiejszego dnia.
Wypełnione nowymi perspektywami,
punktami widzenia.
Nadchodzi wiosna, któraś z kolei.
Każda zapowiada nowy etap,
inne przemyślenia i inne ruchy na kratkowanej tafli.
Pionkami stały się pewne utrudnienia,
przeszkody, które są kolejno eliminowane.
Tyle ostatnio strategii, nowych wniosków,
tak, jakby życie nabierało innych walorów,
kompletnie niezauważalnych w przeszłych latach.
9 lutego 2010
Brakuje czasu - coraz częściej,
na proste czynności, rozmowy, odwiedziny.
Za oknem nie widać wiosny, ale można ją odczuć.
Coraz częściej w głowie koniec sierpnia - żniwa, ciepły wiatr i pola
wszędzie pola,
i wiatr - szepczący swoje opowieści o innych światach..
W rzeczywistości..
powrót do domu, do swoich miejsc i ludzi.
To będzie cudowny czas, kilka dni
trwających jakby
w nieskończoność.
na proste czynności, rozmowy, odwiedziny.
Za oknem nie widać wiosny, ale można ją odczuć.
Coraz częściej w głowie koniec sierpnia - żniwa, ciepły wiatr i pola
wszędzie pola,
i wiatr - szepczący swoje opowieści o innych światach..
W rzeczywistości..
powrót do domu, do swoich miejsc i ludzi.
To będzie cudowny czas, kilka dni
trwających jakby
w nieskończoność.
5 lutego 2010
Istnieją na świecie rzeczy,
które pamięta się do końca swoich dni.
Był więc taki wierszyk,
który opowiadał mi Dziadek swym jakże ciepłym barytonem:
które pamięta się do końca swoich dni.
Był więc taki wierszyk,
który opowiadał mi Dziadek swym jakże ciepłym barytonem:
Był raz sobie krasnoludek
taki mały jak szpileczka,
miał swój domek i ogródek
w głębi lasu, na listeczku.
Kwiatek mu za czapkę służył,
na dwóch słomkach spał wygodnie.
Jadł tak samo, niezbyt dużo:
jeden orzech trzy tygodnie.
Kiedyś zaprzągł swą furmankę;
zamiast koni były mrówki
i pojechał na polankę,
gdzie podobno są borówki.
Nagle wstrzymał mrówki swoje,
zanim przebył kroków kilka.
Patrzy: jakaś góra stoi!
A to była noga WILKA! .
-ZJEM CIE !!! - zabrzmiał głos straszliwy-
SIĄDŹ MI ZARAZ NA JĘZYKU!
Krasnoludek, ledwie żywy,
wyszedł z bryczki swej bez krzyku.
-Panie wilku, bardzo proszę,
może jednak się zlitujesz?
Jestem przecież taki mały,
że mnie nawet nie poczujesz...
Wilk pomyślał, machnął łapą,
Ziewnął, spojrzał trochę krzywo.
-ŻAL MI CIEBIE, MAŁY GAPO.
WIĘC UCIEKAJ, TYLKO ŻYWO!
Potem parę dni minęło,
krasnoludek właśnie drzemał,
aż tu raptem coś ryknęło,
aż zadrżała w koło ziemia.
Co się stało? To wilczysko
w zastawione wpadło wnyki.
Krasnoludek już jest blisko,
choć go straszą głośne ryki.
-Panie wilku! Nie rycz, proszę,
poleż chwilę tu spokojnie,
a ja zaraz miecz przyniosę
i z tych sideł cie uwolnię.
Wilk ślepiami wciąż przewraca,
jest z wściekłości ledwie żywy.
A tu krasnoludek wraca
niosąc wielki miecz z pokrzywy.
Poprzecinał więzy mieczem,
trzy godziny się mordował.
Malusieńki ten człowieczek
wielka wdzięczność w sercu chował.
I choć cztery lata blisko
już minęły od tej pory
krasnoludek i wilczysko
ciągle są przyjaźni wzorem.
4 lutego 2010
Z czasem pojawia się kilka pytań,
na które z pewnością można odpowiedzieć.Problematyczne pozostają decyzje - których nie można cofnąć,
zamienić, wyrzec się.
Wszystko to ma prowadzić do samospełnienia..
Konsekwencje?
Nie,nie - tylko raz się żyje.
Słońce rozprasza gęste, ciemne chmury
..mniej tajemnic, dręczących myśli
nowy dzień, nowe możliwości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
