Powrót do domu jest lekarstwem na smutki, brudne myśli..
Lubię to zaskoczenie w oczach, uśmiechy i opowiastki - jakby
to moje niebycie trwało wieki.
A tak szybko mija każda godzina spędzona z nimi.
.. i te lasy, żółte liście, mgły, jesienne niebo - Plejady, Kasjopea,
Lutnia i Wielki Wóz - wszystko to napawało wewnętrzną radością
i mogło trwać bez końca.
Przychodzi jednak taki czas, kiedy trzeba to zostawić,
zostawić to wszystko
dla kolejnych myśli o powrocie.
Mroźnym szeptem rzuca słowa na wiatr, liście lecą z drzew.. Pierwszy przymrozek, a czas nagli, ucieka.
27 października 2009
20 października 2009
18 października 2009
Czasami żyjemy powrotami,
myślami o tym co takie bliskie i tak ciężko osiągalne.
Ja - uwielbiam świadomość powrotu, do domu.
Widok kawowych ścian, powitania i uściski,
opowiadania - często przekolorowane, lasu,
kolorowych, szeleszczących liści,
codziennego wiejskiego życia.
A kiedy musimy odchodzić, żegnamy się z tym wszystkim
co miało dla nas znaczenie. Zaczynamy coś nowego, innego.
W ciągu tego krótkiego i jakże obfitego czasu tworzymy
własne księgi zdarzeń.
Tak wiele epizodów chcemy usunąć, inne zmieniamy,
nakreślamy na nowo,
a do tylu momentów powracamy - ot tak bezinteresownie.
myślami o tym co takie bliskie i tak ciężko osiągalne.
Ja - uwielbiam świadomość powrotu, do domu.
Widok kawowych ścian, powitania i uściski,
opowiadania - często przekolorowane, lasu,
kolorowych, szeleszczących liści,
codziennego wiejskiego życia.
A kiedy musimy odchodzić, żegnamy się z tym wszystkim
co miało dla nas znaczenie. Zaczynamy coś nowego, innego.
W ciągu tego krótkiego i jakże obfitego czasu tworzymy
własne księgi zdarzeń.
Tak wiele epizodów chcemy usunąć, inne zmieniamy,
nakreślamy na nowo,
a do tylu momentów powracamy - ot tak bezinteresownie.
17 października 2009
13 października 2009
Wszystko było przez małą chwilę takie wyraźne, takie żywe.
Krwista jarzębina, można ją było poczuć na ustach, jej sztywny smak.
Zimno paraliżowało..
przeszywało z każdą sekundą coraz gwałtowniej każdy skrawek ciała.
Brakowało przestrzeni, wolności.
Ucieczka do świata, który nie istnieje.
...ale czym jest istnienie?
11 października 2009
9 października 2009
6 października 2009
1 października 2009
Wychodząc dzisiaj z monstrualnego budynku przeczuwałam coś nadzwyczajnego.
Po chwili poczułam krople na granatowym rękawie.Nie byłam przygotowana na deszcz.
Zauważyłam ruch, bieg, ucieczkę przed tym czego ja nie mogłam się doczekać.
Mój krok przyśpieszył jakby starał się podążać za resztą.
Wiatr zerwał się w ciągu kilku minut, poczułam jesień - liście wirowały po alejkach,
ulicach. Włosy poddawały się mu z uwielbieniem.
Padało coraz silniej - a ja nie chciałam się zatrzymać.
Nogi odmawiały mi posłuszeństwa.
Włosy stały się ciężkie, przybrały formę strąków..
Nie widziałam drogi - ale nie było to wóczas istotne.
Wchodząc do mieszkania, czułam jak kąciki ust unoszą się lekko do góry.
Uśmiech, którego nie zdążyłam dostrzec w lustrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)