To nie czas złotych liści,
poniewierających się w powietrzu,
przepełnionych tlenem zewsząd.
Nie ma i czerwieni, brązów,
szeleszczących dróg, błogiej ciszy,
kropel deszczu w ciągu dnia.
Pocieszamy się, mroźnymi pocałunkami,
przywołując ją wonią rumu z gorącej
(jeszcze) różanej herbaty.
Ona swoje, my swoje, taka jesień.